Recykling czy precykling?

Recykling czy precykling?

Co recykling może mieć wspólnego z wystawą sztuki? Umschichten, czyli biuro architektoniczne, w którym pracuje Łukasz Lędziński, który przygotowuje aranżację Salonu, specjalizuje się w projektach wykonanych metodą recyklingu albo precyklingu. O ile dosyć dobrze wiadomo, czym jest recykling, druga z tych metod brzmi dosyć tajemniczo: właśnie dlatego w naszym magazynie publikujemy tłumaczenie tekstu ze strony Umschichten:

Precykling to proces budowania budynku z pożyczonych materiałów. W odróżnieniu od recyklingu, w tym przypadku wykorzystuje się materiały, które dopiero później zostaną użyte zgodnie ze swoim faktycznym przeznaczeniem. Rezultatem jest budynek, który powstaje na ograniczony czas, a następnie jest rozmontowywany. Niezniszczone materiały wracają do pożyczkodawcy, co wymaga od projektantów bardzo starannego obchodzenia się z materiałem. Budulec nie jest cięty czy klejony ani uszkodzony w żaden inny sposób – wszystkich łączeń można ponownie użyć w przyszłości.

Precykling nadaje kolejne zastosowania materiałowi, przeznaczonemu tylko do jednego celu. Możliwe zastosowania tworzą sieć, materiały krążą, a tworzenie i rozpad budynków czy struktur są tak samo ważne jak sam materiał. Budynek staje się tutaj wydarzeniem w łańcuchu innych wydarzeń. Precykling zmienia myślenie o architekturze. W kontrze do sztywnych, betonowych budynków, które reprezentują pewnego ducha czasu, precykling rozumie architekturę jako coś płynnego. Zmienna, gotowa do adaptacji, dostosowuje się do stale zmieniającego się społeczeństwa i środowiska.

Wypożyczenie materiałów wymaga zaufania i rozgrywa się na poziomie społecznym i politycznym, omijając kwestię ekonomicznej wartości. Tym samym sam proces pozyskiwania materiałów staje się aktem politycznym. Takie myślenie o architekturze jest wiąże się z alternatywnym wobec zaawansowanych technologii sposobem zrównoważonego wykorzystania dostępnych zasobów.

(tekst źródłowy: http://umschichten.de/pre-cycling/)

Działaniem w takim duchu była też willa, przygotowana na potrzeby projektu Magdaleny Kownackiej i Gawła Kownackiego w Hamburgu, której zdjęcie opublikowaliśmy na górze.

I Ogólnopolski Salon Plastyki

„Pierwszem miastem, któremu w udziale przypadła zaszczytna rola zorganizowania tego rodzaju wystawy pod nazwą „Salon 1934″, jest Kraków, miasto sławy sztuki polskiej, kolebka artystów, siedziba najstarszej w Polsce Uczelni artystycznej i najstarszego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, które w roku bieżącym święci 80-lecie swego istnienia. Z kolei analogiczne Salony urządzane być mają w innych miastach Rzeczypospolitej: Wilnie, Lwowie, Poznaniu i Łodzi, jako widome wysiłki skoordynowanej woli artystów, państwa i społeczeństwa w kierunku zamanifestowania wartości współczesnej sztuki polskiej oraz jej roli w ogólnym dorobku kulturalnym wolnego narodu.” – mówił w trakcie otwarcia wystawy w 1934 roku Władysław Jarocki, malarz i profesor Akademii Sztuk Pięknych, a także ówczesny prezes Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych.

Otwarty z pompą, 31 maja 1934 roku, I Ogólnopolski Salon Plastyki miał zgodnie z założeniami komitetu organizacyjnego zapoczątkować wieloletnią tradycję przeglądów polskiej sztuki. W trakcie pierwszej wystawy zaprezentowano 155 pięć prac stworzonych przez artystów i artystki z całej Polski, wybranych z 365 dzieł nadesłanych. Większość artystów mogło zaprezentować najwyżej dwie prace, a jednym wyjątkiem od tej reguły był Konstanty Laszczka, który na wystawie pokazał trzy rzeźby, a wśród nich pokazanego na reprodukcji „Opuszczonego”. Chociaż w prasie narzekano na niewielką stosunkowo przestrzeń Pałacu Sztuki, która ograniczyła rozmiar wystawy, był to niewątpliwy sukces. W „Ilustrowanym Kurierze Codziennym” pisano, że jest to „pokaz stanowiący wyraz zarówno woli państwa i społeczeństwa, jak wysiłku artystów dla ukazania całej Polsce i światu wartości współczesnej polskiej sztuki plastycznej oraz jej roli i znaczenia w rozwoju kulturalnym narodu, który odzyskał swoją niepodległość”.

Bliskie związki polityki i sztuki było widać w trakcie I Ogólnopolskiego Salonu Plastyki bardzo wyraźnie, w odrodzonym państwie dużą wagę przywiązywano do działalności kulturalnej. Właśnie dlatego wstęgę w Pałacu Sztuki przecinał prezydent II RP, Ignacy Mościcki, a w wizycie towarzyszyła mu małżonka Maria Mościcka. Krakowski „Czas” podkreślił, że szczególne zainteresowanie głowy państwa wzbudziły prace profesorów uczelni artystycznych, a także (jako miłośnika myślistwa) obraz Fryderyka Pautscha „Osaczony odyniec”. W trakcie tej samej wizyty, 1 czerwca 1934 roku prezydent Mościcki zdążył też wziąć udział w poświęceniu kamienia węgielnego pod budowę nowego gmachu Muzeum Narodowego w Krakowie.

Wystawa w Pałacu Sztuki trwała do 15 lipca, a odwiedzający ją widzowie mogli przekonać się, jak wygląda polskie malarstwo, rzeźba i grafika (ta ostatnia w zdecydowanie najskromniejszym wyborze). O dużym zainteresowaniu, które budziła wystawa, może świadczyć fakt, że nagrody dla uczestniczących w Salonie 1934 artystek i artystów, zdecydowały się przyznać nie tylko państwowe instytucje, takie jak Bank Gospodarstwa Krajowego czy ministerstwo oświaty, ale również osoby prywatne. Pula nagród wynosiła 10 tysięcy złotych – sumę o tyle niebotyczną, że zdaniem historyka Marcina Zaremby za porządną pensję uważano w II RP 250 złotych.

Prezydent Ignacy Mościcki z żoną Marią Mościcką opuszcza Pałac Sztuki po wizycie na

I Ogólnopolskim Salonie Plastyki

Rzeźba „Opuszczony” dłuta Konstantego Laszczki

Zdjęcia z Salonu 1934 pochodzą ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Kim są sojusznicy sztuki?

Od początku maja na naszym profilu na Facebooku zamieszczamy filmy z hasztagiem #sojusznicysztuki. W ramach tego cyklu (obecnego także w magazynie) chcemy pokazywać różne osoby, które w Krakowie i poza jego granicami sprzyjają sztuce aktualnej, tworzonej dziś. Właśnie dlatego naszymi bohaterkami i bohaterami są zarówno kolekcjonerzy czy właścicielki galerii, krytyczki sztuki i pasjonaci. Chcemy pokazać, że pole sztuki tworzą nie tylko artyści, ale także osoby prywatne, które z różnych powodów angażują się w pracę z twórcami. Nasi sojusznicy sztuki to osoby w różnym wieku – dla niektórych sztuka jest też pracą, inne swoją pasję rozwijają poza życiem zawodowym. Drogi naszych sojuszników często się w Krakowie krzyżują: spotkają się na wernisażach i w pracowniach, kupują i sprzedają dzieła sztuki.

Kraków od lat ma szczęście do prawdziwych sojuszników sztuki. Takim działaniem, skupionym na aktywizacji lokalnego środowiska i tworzeniu artystom mieszkającym w mieście sprzyjających warunków pracy, było bez wątpienia utworzenie w 1854 roku Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. TPSP zostało założone w 1854 roku z inicjatywy Walerego Wielogłowskiego. Krakowskie stowarzyszenie opierało się na formułach sprawdzonych wcześniej za granicą, naśladując organizacje brytyjskie, niemieckie i francuskie. Jego członkowie kupowali wypuszczane przez TPSP akcje, a kapitał złożony z tych zakupów pozwalał Towarzystwu realizować cele statutowe, czyli przede wszystkim „budzić i szerzyć zamiłowania do sztuk pięknych w kraju, oraz moralnie i materyalnie wspierać artystów polskich”.

Swoje idee Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych realizowało między innymi organizując wystawy przeglądowe, na których swoje prace mogli zaprezentować artyści (zarówno lokalni, jak i nadsyłający swoje dzieła z zagranicy). Co roku, po Salonie, czyli przeglądowej wystawie TPSP kupowało najciekawsze prace od artystów, by potem rozlosować je wśród swoich członków. Ci, którzy w losowaniu nie mieli szczęścia, mogli liczyć na tak zwianą „premię”, czyli rycinę przedstawiającą cenne dzieło sztuki. Te wszystkie działania sprawiały, że artyści mieli w Krakowie lepsze nieco warunki do rozwoju niż w innych miastach, krytyka kwitła (dzięki corocznym wystawom), a widzowie byli na bieżąco z powstającą ówcześnie sztuką.

Właśnie dlatego, nawiązując do obecnych w Krakowie tradycji, chcemy nie tylko pokazywać dzieła i ich twórców, ale też pokazać współczesnych sojuszników sztuki. Bez kolekcjonerów i osób prowadzących galerie, bez kuratorek i krytyków artyści nie mają okazji, by się rozwijać. Jeśli Państwo także chcieliby zostać sojusznikami sztuki, zapraszamy na naszą październikową wystawę i wieńczącą ją aukcję!

O Krakowskim Salonie Sztuki wspomina Karol Sienkiewicz w Dwutygodniku

„Lokalne środowisko wciąż odczuwa potrzebę autodefinicji; świadczy o niej nowa inicjatywa – zapowiadany na jesień Krakowski Salon Sztuki. Kraków, „ocean wolnego czasu”, który co kilka lat przeżywa exodus artystów do działającej jak magnes stolicy, ponownie się artystycznie odbudował.” – pisze Karol Sienkiewicz w najnowszym tekście dla Dwutygodnika.
 

#sojusznicysztuki – Łukasz Zarzycki

Szanowne i Szanowni, wszyscy wiemy, że trudno jest działać w próżni. Właśnie dlatego zaczynamy prezentować sojuszniczki i sojuszników sztuki, czyli kolekcjonerów, aktywistki i innych przyjaciół współczesnych twórców. Dziś o tym, dlaczego warto zbierać współczesną sztukę opowie Łukasz Zarzycki.